klocki od wooden story dla ciebie!

Wczoraj na fejsbuku napisałam, że nie ma dzieciństwa bez klocków. Dlatego dziś zapraszam was do zabawy – klocki Wooden Story mogą być wasze!

plansza zielony.004

dla ułatwienia:

fanpage Wooden Story

fanpage bloga Mądry Prezent

klocki możecie obejrzeć na stronie WoodenStory

Wpisy powinny się znaleźć w komentarzach do tego posta.

Ogłoszenie wyników w niedzielę wieczorem.

POWODZENIA!

Reklamy

26 thoughts on “klocki od wooden story dla ciebie!

  1. Postaram się krótko. Jeśli chodzi o coś drewnianego to pamiętam, że miałam drewnianą Mapę Polski . Takie puzzle z wyjmowanymi województwami. Niby mało ekscytująca zabawka, ale ja ją bardzo lubiłam. Jak już nauczyłam się szybko układać województwa, to potem robiłam to na czas. A w końcu na czas z zamkniętymi oczami odgadując województwa po kształcie nie podglądając. Teraz też są takie puzzle, a zabawę „Kot w worku” też pewnie zna wiele osób. Aczkolwiek nie pamiętam, żeby za moich czasów taka gra była. Ja sobie wymyśliłam własną drewnianą grę. Poprosimy klocki Peace&Love :)

  2. Stuk – puk, stuk – puk,
    Pędzi mis w rydwanie,
    Dwa kółeczka i kijaszek,
    Kupił Edzi wujek Staszek.

    Stuk – puk, stuk – puk,
    Kręcą się kółeczka,
    Stuka drewno o podłogę,
    Wszędzie z misiem jechać mogę.

    Stuk – puk, Stuk – puk,
    Rusza misio głową,
    Prawo – lewo, lewa – prawa,
    Czyż nie piękna to zabawa?

    Stuk – puk, stuk – puk,
    Zabawka drewniana,
    Do dziś stoi na półeczce.
    Przekaże ją dziś córeczce.

    ps. marzymy o klockach kolorowych XL

  3. Moje dzieciństwo przypadło na początek lat 90. Był to czas, kiedy drewniane zabawki były niemodne, a może bardziej, zostały przytłumione przez kolorowe, plastikowe zabawki rodem z China, które w tamtym okresie zalały nasz kraj. Nie miałam zatem drewnianych zabawek, ale marzyłam o drewnianym domku dla lalek z całym wyposażeniem. Cena takiego domku przekraczała skalę zdrowego rozsądku i musiałam zadowolić się plastikowym, różowym łóżeczkiem dla Barbie (bleeeee). Nie miałam może drewnianych zabawek, ale wszystkie koleżanki zachwycała moja kolekcja drewnianych rzeźb ptaków, które zrobił dla mnie dziadek. Były one jednak za duże i za ciężkie do zabawy, ale dumnie spoczywały obok kolorowych pluszaków, dlatego zaliczę je do zabawek, jedynych i niepowtarzalnych :)
    Jeżeli uda mi się wygrać to poproszę zestaw klocków kolorowych. Pozdrawiam ciepło.

  4. Miałam taką oto drewnianą zabawkę – 3 kurki na drewnianym talerzyku, połączone na dole sznurkami z odważnikiem. Kiedy się poruszało talerzykiem, kurki dziobały ziarenka z talerzyka. Fascynowała mnie realności tej scenki rodzajowej z sielskiej wsi wziętej, kunszt rzeźbiarski, organiczność materiału i ten ruch napędzany bez użycia baterii… Nikt z rodziny już nie pamięta skąd wzięła się ta zabawka, ani gdzie teraz jest. Marzę sobie po kryjomu, że kurki pochodziły ze sklepu z zabawkami, który przed wojną prowadził na Kresach mój dziadek. Ostatnio łezka zakręciła mi się w oku, gdy ujrzałem łudząco podobne kurki w Czechach, w sklepie z drewnianymi zabawkami. Od razu je kupiłam, bo przecież dla naszych dzieci chcemy tego co nam dało tyle radości w dzieciństwie.

    Jeżeli spotka mnie zaszczyt nagrody, to dla mojej Łucji chciałabym hipsterskie klocki Peace&Love – zabawkę, którą nie powstydziłabym się sprezentować choćby angielskiemu księciu.

  5. Wychowałam się na wsi, w górach, rodzicom się nie przelewało specjalnie, chociaż teraz myślę, że skromna ilość zabawek była raczej wynikiem pustych peerelowskich półek w pobliskim gieesie. Moją ulubioną zabawką była drewniana piszczałka robiona dla mnie przez dziadka każdej wiosny. Piszczałka była magiczna, żyła kilka dni, a potem, jak mawiał dziadek trzeba było ją pochować. Szliśmy razem za ogród i grzebaliśmy piszczałkę pod płotem. Cały proces wyglądał tak: na początku kwietnia, kiedy wierzby wypuszczały pędy szło się nad rzekę, dziadek wybierał najlepszą gałązkę, gdzieś tam nacinał, część kory odrywał, resztę ostukiwał kamieniem, żeby kora odeszła i dało się ją przesuwać. I wygrywał na niej smutne melodie. Po kilku dniach piszczałka przestawała grać. Umierało w niej piszczałkowe serduszko. Dziś wiem, że drewno się zsychało i dlatego nie wydawała już dźwięku. Wtedy to była dla mnie najpiękniejsza magia, pokazująca cykl narodzin, życia i śmierci w miniaturze.

    klocki peace & love, jeśli można:)
    Pozdrawiam

  6. Zamykam oczy i myślami wracam,
    Do lat najmłodszych gdy zabawki wywracam.
    Szukam czegoś niezwykle bardzo intensywnie,
    W pokoju rodziców, w kuchni, w łazience przy wannie…
    Niezadowolenie na twarzy ostre się rysuje,
    Bo zguby nie widać i nie wiem gdzie się kryje!
    Wychodzę na pole, tam poszukam może,
    Pytam babci, mamy, brata czy nie widzieli jej na dworze,
    Mojej drewnianej, ukochanej, pięknej kołyski dla lali.
    Niech się tylko dowiem żeście ją schowali!!!
    Wszak Zuzia spać musi, bo pora już odpowiednia
    Słońce za horyzontem powoli się zarumienia…
    Szukam w każdym koncie, myśląc gdzie ostatnio spała,
    Na popołudniowej drzemce moja lala mała?
    Wchodzę do pokoiku swego … JEST! Stoi w rogu obok biurka!
    Czeka na Zuzię kochana kołyska a w niej ciepła kołderka!
    Tymczasem ciemno za oknem nastało już senne,
    Do spania również się położyłam, doświadczenia zachowując cenne.
    Dla małej Madzi, drewniana kołyska była najcenniejsza,
    Ta w której idealnie mieściła się każda lala…nawet ta najmniejsza… ;-)

    Banerek widnieje na blogu: http://mamablogujepl.blogspot.com/ (boczny pasek po prawej stronie), lubię każdy fanpage jako strona MamBlogujePL i bardzo chętnie przygarnęlibyśmy klocki: klocki XL kolorowe 63 szt.

    Pozdrawiam cieplutko i cierpliwie czekamy, oczywiście zaciśnięte kciuki mocno wszyscy mamy :-)

  7. Nie mam konkretnej zabawki na myśli, ale drewno z dzieciństwem kojarzy mi sie od razu z wakacjami na Kaszubach. Maly domek, caly dzien na dworze z kuzynami… Z patyczków, patyków, gałęzi i konarów powstawał nas świat zabawy… Domki, rysunki, szałasy, strzałki do gry w podchody… Cokolwiek trzeba bylo, powstawalo z tych leżących wszędzie cudeniek… Kij na spacery po lesie, na grzybobranie i jagody do naleśników… Kije do zabawy w wodzie, pierwsza wędka, to gałąź z kawałkiem żyłki i wyważonym spławikiem… Nie pamiętam, żebyśmy mieli jakiekolwiek zabawki z nami, drewno, które w najróżniejszych postaciach dostarczał nam otaczający nas las było naszą zabawką :) I tamte wakacyjne pobyty na Kaszubach to chyba moje najlepsze wspomnienia lata z dzieciństwa :)

  8. Od razu widzę go tak wyraźnie, jak gdybym ostatni raz bawiła się nim przedwczoraj a nie dwadzieścia lat temu.
    Nie pachniał lasem, tylko lakierem do drewna, nie raz zaciągnęłam sobie odświętne rajstopy, gdy próbowałam zajrzeć do jego wnętrza a z sękatych desek czasami wypadały małe korki tworząc otwory, w które można było wkładać palce. Z pewnością nie był doskonały, ale był jedyny w swoim rodzaju, bo stworzony z miłością i z miłości.
    Domek. Pierwszy i jedyny drewniany domek dla lalek własnoręcznie wykonany przez tatę z resztek boazerii to najwspanialsza zabawka mojego dzieciństwa, która dostarczała mi rozrywki przez wiele lat. Domek stał na korytarzu, żeby było sprawiedliwie, bo długo nie mogłyśmy dojść z siostrą do porozumienia, w czyim pokoju powinien się znajdować. Miał cztery pokoje, z których dwa górne były wyższe o wolną przestrzeń pod dachem. Górna belka niewidoczna od frontu była na tyle szeroka, że mieściły się na niej drobne zabawki, które czasami chowałam przed siostrą. Umeblowany był skromne: raptem dwie identyczne plastikowe czerwone kołyski z tekturowym dnem kupione na bazarku od Rosjan. Lokatorów niewielu – kilka lalek i od czasu do czasu kot, który bez problemu się w nim mieścił (z całą pewnością jemu brak mebli nie przeszkadzał) i potrafił przespać kilka godzin z rzędu pośród dziecięcego rozgardiaszu. W starym albumie rodziców zachowało się zdjęcie, na którym pozujemy z siostrą przy domku, w którym drzemie niewzruszony kot z czapkami lalek założonymi na uszy… Domek nadal istnieje i ma się dobrze – mama przechowuje w nim na strychu ozdoby choinkowe. A moja córeczka dostała nowy drewniany domek – stworzony z miłości i z miłością przez własnego tatę.
    (Marzą mi się klocki XL kolorowe 63 szt.)

  9. Po przeczytaniu tych pięknych wspomnień uzmysłowiłam sobie, że moją ogromną fascynacją był zestaw lekarski ze słuchawkami, strzykawką i notesem imitującym recepty, gdzie wszystkie narzędzia były drewniane, toporne i ciężkie. W niczym nie przeszkadzało to w świetnej zabawie, bo przecież dobry lekarz musi mieć porządny sprzęt, a drewniany był zawsze o wiele lepszy niż ten wykonany z plastiku. Kolejną zabawką drewnianą był sklep warzywny z wagą, ciężarkami i prawdziwymi, drewnianymi, pomalowanymi na złoto monetami. Byłam oczarowana i proszę sobie wyobrazić, że mam go do dnia dzisiejszego, mimo, że troszkę zdezelowany nadal mógłby służyć jako najlepsza zabawka pod słońcem i chyba młodsze pokolenie będzie miało szansę się nim pobawić. Drewniane zabawki to gwarancja trwałości i tego, że być może nasze dzieci poznają to, czym bawili się jego rodzice. Nie wspominam już o karabinach robionych ze zwykłych patyków i gałęzi, ale czy można nazwać je zabawką? A co tam, przecież w zabawie powinna ograniczać nas jedynie nasza wyobraźnia.
    Nie wybieram konkretnego zestawu, ponieważ oba sprawiłyby ogromną radość mojej bratanicy :)

  10. Lubię jako: Kambreeze
    baner na: kambreeze.blog.onet.pl

    Odp: Takie zabawki były dwie.

    Pierwszą i moją ulubioną była drewniana kuchnia którą zrobił dla mnie mój tatuś.
    Wyglądała mniej więcej tak: http://www.willowtoys.com//category_images/kitchen1.jpg
    Nikt takiej nie miał, dzięki niej czułam się wyjątkowo. Może takie cudo mogło by się pojawić w asortymencie Wooden Story? Bo nigdzie już nigdy takiej nie widziałam a było to naprawdę coś!

    A tą drugą, także mile wspominaną, była drewniana kołyska w której trzymałam moją lalę. W zagłówku było wycięte urocze małe serduszko. Często sypiał w niej też mój kot ;p

    Bardzo chciałabym wygrać klocki XL kolorowe 63szt. ;)

  11. Mój tata jak byłam mała często jeździł do pracy za granice…do Rosji na budowę..A jak wracał to z workiem prezentów dla całej rodziny,bardzo nam się to podobało,więc ja wraz z młodszym o rok bratem czekaliśmy na jego powrót z niecierpliwością .Kiedyś przyniósł w kartonie super kolorowe drewniane klocki.Jak byłam mała 30 lat temu…teraz 34..więc dawno jak dla niektórych .Kiedyś nie było takich fajnych plastikowych i w koloru tęczy,a te z Rosji takie były CUDOWNE !!! I było ich DUŻO!!..WIEC MIELIŚMY SZANSE ZASZALEĆ I ZBUDOWAĆ SUPER ZAMEK I SUPER FORTECE I SUPER ….ZWIERZAKA……takiego z klocków…co prawda nie trzymały się jak lego razem ze sobą…ale były przepiękne…i można było się nimi bawić na okrągło.

  12. Kiedy zamykam oczy i przypominam sobie czasy dzieciństwa aż się sama dziwię że żyje i mam się świetnie.Mieszkałam z rodzicami na wsi-małej,ale zaludnionej dziećmi w podobnym wieku.Tak jakby naglę w którymś roku jakiś „odkrywca”przywiózł do opuszczonej podlubelskiej wsi prezerwatywy.Bylismy tylko my i kilkoro młodszych. JA Karolina-zawsze byłam tzw”chłopczycą”.Co tu się dziwić, kiedy otaczał mnie na codzień tłum chłopaków.Ale to nie z uczucia którym mogli by do mnie pałać,ale z powodu mojej skrytki. Stara,drewnianai totalnie opustoszała stodoła dziadków była miejscem zbiórek.I tam działy się cuda.Nagle z 5 minut powstawała mega,super baza. My,mali żołnierze uzbrojemi w proce czyhaliśmy na wroga.Zwykle był to biedny kot sąsiadów lub zbłąkana mysz. Proce robiliśmy z krzywych gałęzi ze starej jabłonki-teraz już śladu po niej nie ma.No i z gumek z kalesonów dziadziusia.Oj ile razy nas klął za te wymysły.A arsenał to były małe rajskie jabłuszka.Kto nimi dostał na długo nosił siny ślad na swoim ciele. I tak potrafiliśmy godzinami bawić się.A teraz każdy ma swoją rodzinę,porozjeżdżaliśmy się po świecie. Tylko stara babcina stodoła stoi i przypomina mi najpiękniejsze dzieciństwo jakie mogłabym sobie wymarzyć.

  13. Liczydło!!! drewniane liczydło z kolorowymi koralikami! jaaaa…teraz mi o nim przypomnieliście! miałam z siostrą ogrrromne drewniane liczydło!Na nim z siostrą liczyłyśmy zakupy w domowym sklepiku:) miało też
    wiele innych np zabawa w szkołę. Mama też liczyła na nim nasze dobre uczynki i jak wszystkie koraliki przesuneła z jednego rzędu np na prawą stronę to dostawałyśmy jakąś niespodziankę:) dziękuję za to odgrzebanie wspomnień w mojej głowie…zupełnie o tym zapomniałam:) Jak fajnie że dziś drewniane zabawki znów są w modzie i wypierają te brzydkie, plastikowe i bez
    charakteru klocki.
    wybieram Klocki Peace&Love® 29 szt.

  14. Gdy przymykam oczy, myśląc o mojej najcudowniejszej drewnianej zabawce, widzę konika na biegunach, którego wystrugał z drewna mój stryjek Roman. Widzę przede wszystkim jego piękne, wyrzeźbione i pomalowane na niebiesko oczy z pięknymi dużymi rzęsami. To było moje marzenie, by mieć niebieskookiego konika- dziewczynkę , tylko dla siebie .
    I dostałam ją. Miałam wtedy prawie pięć lat, a cieszyłam się z konika niezmiernie. Podziwiałam cały jego wygląd, bo Stryjek miał niebywały talent w rzeźbieniu. Spod jego rąk wychodziły zazwyczaj ludowe świątki i drewniane, ozdobnie rzeźbione łyżki, ale dzieci
    z rodziny były zawsze hojnie obdarowywane drewnianymi zabawkami. Spędzałam z moim konikiem długie chwile i o dziwo nie pamiętam ” bujania”, tylko niezwykłe rozmowy z moim konikiem, który tak mądrze patrzył, gdy do niego mówiłam i myślę, że wtedy umiałam usłyszeć jego odpowiedzi na moje pytania i słowa pociechy i zawsze po powrocie do domu, biegłam do konika, by go pogłaskać i opowiedzieć o wszystkim. Dzisiaj minęło już prawie 50 lat od chwili, gdy dostałam zabawkę i tylko łza się w oku kręci na jej wspomnienie. Niestety nie zachowała się do czasów dzieciństwa moich córek, a tym bardziej mojego wnusia, Zaka, dla którego chciałabym wygrać klocki XL kolorowe 63 szt.

  15. Pamiętam drewniany obrazek-pokoik do powieszenia na ścianie kupiony w Zakopanem. Obrazek odstawał od ściany, jego ramy były kawałkami ścian, podłogi i sufitu góralskiego pomieszczenia. O ile dobrze pamiętam, znajdował się tam stół, krzesło i piec. Na ścianie było namalowane okno, całość zabezpieczono bezbarwnym lakierem. Na dachu umieszczono termometr i figurki chłopca i dziewczynki, którymi można było poruszać. To był mój pierwszy drewniany domek, wcale mi nie przeszkadzało, że w wersji mini. Mogłam na niego patrzeć godzinami. Im bardziej próbuję sobie przypomnieć inne szczegóły, tym większą mam ochotę wybrać się do domu rodziców w podróż sentymentalną i zrobić rewolucję na strychu w poszukiwaniu owego domku-pokoiku. Na pewno by się spodobał moim córeczkom. Gdybym miała możliwość wyboru nagrody, zdecydowałabym się na Klocki XL kolorowe, żeby dziewczynki miały większą liczbę klocków do podziału :-)

  16. Napisz komentarz…
    Agnieszka Ewa Skrzypnik Klocki drewniane to krokodyl na gumce z drewnianych klocków to budowle z klocków budowane z dziadkiem to nienapomniane chwile . I teraz moje dziecko tez kocha klocki drewniane w różnej postaci motyl , dinozaur , puzzle,kolejki , pojazd zamek wszystko to w sposób rewelacyjny buduje wyobraźnię dziecka i zaskakuje dorosłych formy budowane przez dzieci ery komputerów .

  17. Całe dzieciństwo bawiłam się drewnianymi mebelkami dla lalek, które zrobił dla mnie mój tato. Jako dziecko nie zdawałam sobie sprawy z tego, ile wysiłku i czasu musiał włożyć w precyzyjne wykonanie wszystkich elementów – a nie był stolarzem! Pamiętał o wszystkim, wszystkie kanty idealnie wyszlifowane, pomalowane lakierem, szafki i szafeczki spełniały swoje funkcje. Do stołu mogłam zapraszać zarówno lalki i misie, miejsce było dla każdego ostatnio zastanawiałam się, gdzie schował je tato po tym, jak dorosłam i już się nie bawiłam lalkami. Zadzwoniłam do niego z pytaniem, czy jeszcze istnieją mebelki, bo za niedługo moja córcia będzie mogła się nimi bawić. Odpowiedź taty bardzo mnie wzruszyła i przywołała jedno z najpiękniejszych wspomnień z dzieciństwa: ” Pamiętasz, jak poszłaś ze mną na strych a ja pokazałem Ci kolorowy worek wiszący na sznurku? W nim były klocki. Za niedługo wybiorę się tam z moją wnuczką, bo czekają na nią dokładnie w tym samym miejscu”… DZIĘKUJĘ TATO! Moją córkę na pewno ucieszyły by klocki Peace&Love :)

  18. Zamykam oczy, świat wiruje … Lecę, lecę, poszukuję. Mam… To wspomnienie . Była piękna pogoda, ja byłam smutna. Nie pamiętam czemu. Przyszedł dziadek, dał mi prezent. Wystrugał dla mnie z drewna (własnoręcznie! ) Misia, z długim noskiem, poniesioną nóżką i pięknymi dużymi uszami. Wraz z nim pomalowaliśmy go farbkami. Pamiętam jak dziś, jaką radość dawała mi zabawa „Zdzisiem”- tak nazwałam drewniany prezencik od dziadka. Ten drewniany Miś to moja ulubiona zabawka z dzieciństwa, towarzyszyła mi w szczęśliwych i smutnych chwilach, dotrzymywała mi towarzystwa każdego dnia. Jako dziecko lubiłam z nią rozmawiać (tak, wyobrażałam sobie, że rozumie, słucha, udawałam nawet że odpowiada) , mogłam powiedzieć do niego wszystko, do niego płakałam, śmiałam się . Był dla mnie jak braciszek, który pojawił się z dużym opóźnieniem. Do tej pory z mym tajemniczym pudełeczku trzymam Zdzisia, trzymam i w dni kiedy jest mi źle wspominam, wspominam to co było dobre, wesołe. Ahh otwieram oczy. Szkoda, że to tylko wspomnienie tego beztroskiego życia . Teraz takie życie przeżywa moja córcia, która miałaby niezły ubaw z zabawy klockami. Wybieram : Klocki Xl kolorowe 63 sztuki. , polubione Maria K,

  19. moją pierwszą drewnianą zabawką była Matrioszka, którą ktoś z rodzeństwa przyniósł do domu i od razu mi się spodobała, było wiele kłótni i sprzeczek o tą zabawkę, jednak dzięki ugodzie(musiałam przez tydzień wynosić śmieci), dostałam ją na własność;)))) była ze mną długo, bardzo długo- to niezniszczalna zabawka;)))

  20. Moją pierwszą drewnianą zabawką była wyścigówka zrobiona przez dziadka. Koła i stelaż to mój dziecięcy wózek, góra była własnoręcznie wycięta, wystrugana i wyszlifowana przez mojego zdolnego dziadzia. Dumna byłam wsiadając do tego autka, bo to była pierwsza w moim życiu fura :) Nie trudno się domyślić, że byłam gwiazdą podwórka i każdy chciał się ze mną bawić. Szkoda tylko, że nie zachowała się nawet fotka.
    nagrody nie wskazuję, ponieważ oba zestawy są przecudne :)

  21. moja pierwsza drewniana zabawka były zielony konik cały w ludowych szlaczkach; miał jeszcze kijek do prowadzenia i był wiele lat ozdoba naszego domu oraz moją zabawka, a ponieważ w moich dziecięcych czasach zabawek nie miałam prawie zupełnie , a rodzeństwo niestety tez nie dopisało, konik był bardzo długo moim ulubionym towarzyszem zabaw

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s